BAL WE LWOWIE



Parszywy to czas, panowie, na bale.

Nerwowy śmiech.

W szkle kwaśne wina

A jak to tańczą!

Na zgiętych kolanach.

I kolejki do stołów ciągną się ospale.


W damy w pięknych sukniach  wlepiał oczy

Lwów 

Wzrokiem śledził ich nogi i ramiona nagie.

Wyciągała za nimi swe   głowy bocianie

butna zgraja lichtarzy, 

którym brakło słów.


A cesarz wciąż nie przybył. Sukinsyn. Bo niby

maszkarony oglądał.

Na Ormiańską gnano,

i karetę odesłał, koniom 

owsa dano,

sam zaś z zapałem

pieścił biały biust Jadwigi.


Переклад на польську Малгожати Божешковської


Нові Старіші